poniedziałek, 18 lipca 2016

Dlaczego skarbonka jest ważna w naszym domu? .. nasze wspomnienia ;)


             Dziś zabieram Was w podróż na słoneczną, radosną i przepiękną wyspę.

Majorka - bo o niej mowa - to największa w archipelagu Balearów wyspa hiszpańska na Morzu Śródziemnym o długości ok 100km i powierzchni 3600m2. Zamieszkuje ją około 850tys. mieszkańców. Głównym miastem i jednocześnie stolicą wyspy jest Palma de Mallorca.  To tam znajduję się niesamowity targ Mercat de I'Olivar o którym pisałam TUTAJ


Można by rzecz, że Majorka jest takim turystycznym rajem, gdzie nigdy nie brakuje słońca, pełno jest malowniczych zatoczek z lazurową wodą, piaszczystych plaż i romantycznych miejsc ale także głośnych klubów i restauracji.
W skrócie dla każdego coś się znajdzie :)


Kiedy wybrać się na Majorkę ? - sezon trwa od kwietnia do listopada, ale najlepszymi miesiącami głównie pod względem pogodowym są czerwiec-sierpień. We wrześniu lubią pojawić się gwałtowne deszcze (choć nas będących na Majorce w czerwcu deszcz też zaskoczył - choć padało zaledwie godzinę ;))

W okresie listopad-kwiecień Majorka pod względem turystycznym zamiera.
Jeśli pogoda nie ma dla nas większego znaczenia i jesteśmy nastawieni na zwiedzanie to w tym okresie na pewno nie będziemy stać w kolejkach a także ceny nas mile zaskoczą.

Jednak my - rodzina ciepłolubnych na Majorkę wybraliśmy się można powiedzieć w pełni sezonu - od 19 czerwca do 3 lipca.
Muszę przyznać że gwar i mnóstwo ludzi spacerujących wieczorem promenadami wzdłuż morza na początku mnie zaszokował - zwyczajnie ścieżko było się poruszać. Ale w kolejne dni turyści jakby rozprzestrzenili się po całej wyspie i spokojnie można było nawet manewrować wózkiem ;)


Nasza przygoda na Majorce zaczęła się w niedzielę około godziny 14:30 kiedy to wylądowaliśmy na lotnisku w Palmie. Stamtąd zostaliśmy przetransportowani do hotelu, który znajdował się w miasteczku S'illiot  w południowej części wyspy.




Po zameldowaniu się w hotelu udaliśmy się do pokoju, który trochę nas przeraził - po pierwsze poziom -1 (winda nie dojeżdża także trzeba było bagaże, wózek itp tachać po schodach) po drugie okno balkonowe zwyczajnie wychodziło nam na ulicę - było na równi z chodnikiem (a w barierce brakowało przęseł) więc oczami wyobraźni widziałam Huberta wychodzącego prosto na ulicę.
Na szczęście spędziliśmy w nim tylko 2 dni i bez najmniejszego problemu dostaliśmy pokój na 2 piętrze z dwoma balkonami, dwoma sypialniami i nawet dwoma telewizorami :P

  

I już wydawało nam się że wszystko będzie pięknie do 3-go dnia kiedy to Hubert złamał rękę... a zaczęło się tak zwyczajnie. Plan był taki że ja z dziećmi jadę do Safari Zoo a tata uderza na plażę ale że nie chciał nas samych puścić (chyba miał przeczucie że coś się stanie) to wyruszyliśmy wszyscy. Już na wstępie okazało się że pani rezydent miała nieaktualny cennik i pan kierowca który zabierał chętnych z promenady (oczywiście bus free :P) skasował nas na 64 euro :/ (a miało być 45 :/).

 
W kwestii czy było warto (pomijając fak złamanej ręki) - TAK. Dzieciaki były zachwycone gdy jechaliśmy busem bez szyb między biegającymi zwierzakami. Oczywiście największą furorę zrobiły małpy które wpakowały się kierowcy do środka i porwały całą torbę z jedzeniem :P.




 
Po trwającej ok 30 minut jeździe dojechaliśmy do Zoo gdzie mieliśmy czas wolny aż do ostatniego autobusu powrotnego.




Zwiedzając ZOO moje dzieciaki wypatrzyły plac zabaw który koniecznie chciały przetestować. Zgodnie z moją obietnicą poszliśmy tam - i to był błąd. Hubert upatrzył sobie duża zjeżdżalnie - pierwszy raz udało mu się zjechać i tak się chłopak nakręcił że przy drugim zjeździe na końcu nie spadł na nogi tylko wylądował twarzą w piasku - pewnie nic by się nie stało gdy nie podłożył ręki pod siebie. Upadając zwyczajnie ją przycisnął i było po sprawie.




Do hotelu wróciliśmy pierwszym autobusem i od razu zadzwoniliśmy do rezydenta co w takiej sytuacji zrobić.  Oczywiście nie wiedzieliśmy wtedy, że ręka jest złamana bo Hubert twierdził że nic go nie boli a na dodatek ręka w ogóle nie spuchła. Kupiliśmy bandaż i spray przeciwbólowy ale jak to rodzice woleliśmy mieć pewność że jest ok.
Dwa dni później wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy do kliniki do której pokierował nas ubezpieczyciel. Oczywiście personel, sprzęt itp bez porównania (w Polsce niestety nadal jesteśmy daleko w tyle - głownie pod względem podejścia do pacjenta).
Po zrobieniu RTG jakież było nasze zdziwienie (a pani doktor chyba jeszcze większe bo też nie sądziła że to złamanie) gdy okazało się, że dziecko nasze załamało sobie dwie kości przedramienia.
Zamontowano mu gips pod pachę, wręczono stworka wykonanego z jednorazowej rękawiczki i odesłano nas do domu (tzn do hotelu).

W drodze powrotnej już myślałam jak teraz to wszystko będzie wyglądało. Hubert będzie płakał, marudził i w ogóle zamiast odpoczywać i cieszyć się wakacjami będziemy wszyscy chodzić zestresowani. Jakież było moje zaskoczenie gdy okazało się że moje dziecko w ogóle nie zwraca uwagi na gips, że on mu wcale nie przeszkadza a jeśli chodzi o marudzenie to owszem ale tylko wtedy gdy chciał wymusić kupno kolejnej zabawki ;)


To teraz może o tym czym tak oczarowała nas Majorka i co warto tam zobaczyć.

Przede wszystkim plaże - koło naszego hotelu zaledwie 5 minut drogi znajdowała się piaszczysta plaża Sa Coma z łagodnym zejściem do morza - idealna dla dzieci.










Poza nią postawiliśmy na urokliwe zatoczki -  Cala Morlanda - dużo kamieni przy brzegu ale w wodzie piasek. No i woda - krystaliczna, mieniąca się w słońcu rożnymi odcieniami lazuru.







Zwiedziliśmy jeszcze kilka innych plaż ale jakoś te dwie najbardziej przypadły nam do gustu. Niestety rozczarowała nas bardzo popularna i polecana we wszystkich przewodnikach plaża Es Trenc - stracone 7 euro na parking a przy morzu hmm.... woda z olbrzymią ilością morskiej trawy i ogólnie tak jakoś nie fajnie. Może byliśmy w złym miejscu bo plaża ta ciągnie się przez blisko 3km ale muszę to przyznać - jestem bardzo rozczarowana.


Jeśli poza plażowaniem lubicie tak jak my długie spacery i zwiedzanie ciekawych miejsc to polecam:

- Cuevas Drach w Porto Cristo - czyli smocze jaskinie - ilość osób które wchodzą na daną godzinę jest ograniczona więc najlepiej jechać koło 10-ej i wtedy spokojnie dostaniecie bilety na godzinę 11-ta (wejście od 10-17 (poza sezonem krócej a w grudniu całkiem zamknięte) cena 15 euro/ dorosły, 8 euro/dziecko 3-12 lat.
Jeśli na lotnisku bądź gdzieś w mieście dostaniecie ulotkę ze zniżką to nie cieszcie się na zapas - to nie o te jaskinie chodzi tylko jakąś mniejszą wersje która próbuje się na siłę rozreklamować używając nawet podobnego logo i zdjęć. Wrażenie super - a koncert na wodzie po prostu bajka :) Warto poczekać chwilę by przepłynąć się łódką po tym niesamowitym jeziorze ukrytym pod ziemią.









- przylądek Formentor - jazda krętymi drogami może niektórym zaszkodzić (ja bez Lokomotiwu nie dałabym rady) ale widoki rekomendują wszystko. Latarnia morska (która została przerobiona na restaurację z cenami z kosmosu :P)  umieszczona na północno zachodnim krańcu wyspy i te wszędzie biegające dzikie kozice dosłownie zaglądające do torebki w celu wyszukania jakiegoś jedzenia - po prostu ekstra :D po drodze z pewnością zahaczycie o punt widokowy Punta de la Nao - podobno najczęściej fotografowane miejsce w regionie.












- Targ Mercat de I'Oliviar - miejsce które mnie urzekło najbardziej -stąd osoby wpis TU






- Plama Aquarium - idealne miejsce dla rodzin z dziećmi (na wejście standardowo robią Wam zdjęcie, które przy wyjściu możecie zakupić za jedyne 10 euro :P - oczywiście nie macie takiego obowiązku). Akwarium po prostu piękne (żadne inne słowo nie przychodzi mi do głowy) - Hubert i Karina oczarowani - cały czas szukali Nemo :P
Niewątpliwie wielką atrakcją jest karmienie rekinów czy pływanie z płaszczkami (dodatkowo płatne) czy w końcu pobyt w prawdziwej dżungli.  Dodatkowo dla dzieci jest plac zabaw zarówno pod dachem jak i na zewnątrz. Można też pomalować buźkę a na końcu w sklepie z pamiątkami wydać ostatnie pieniądze :P  nie no żartuje - ceny raczej normalne - pierdołki typu magnesy itp w cenie 2-5 euro.
Wejście do Palma Aquarium 24 euro/dorośli, 14 euro/dzieci 4-12 lat





















To udało nam się zobaczyć . W planach był jeszcze aquapark Aqualand ale niestety z Hubertem i jego gipsem po pachę odpuściliśmy sobie.

W kwestii jedzenia koniecznie spróbujcie lodów w kawiarence  Galateria can Garau w Cala Millor - jest tam chyba z 60 różnych smaków - pomijając wszystkie możliwe batoniki typu Mars, Lion czy Snickers znajdziecie tam lody o smaku Red Bulla, sernika, pianek mashmallows, jajka niespodzianki czy gorzkiej 90% czekolady.
Poprostu bajka :D




Obowiązkowo należy spróbować Einsamada - czyli ciastka zwiniętego w kształt ślimaka posypanego dużą ilości cukru pudru oraz czasem też nadzianego czekoladą lub budyniem. Ciastko to produkuje się je z ciężkiej mąki, wody, cukru, jajek i ciasta bazowego z poprzedniego dnia oraz specjalnego smalcu wieprzowego o nazwie Saim. Nie wiem może ja wybredna jestem ale jak to się mówi "dupy nie urwało" :P 


Jeśli udało by się wam trafić na targ w mieście Arta (w niedziele od godziny 7:00 do 14:00) to polecam kanapeczki z Sombresadą (tradycyjną kiełbasą z Majorki której głównym składnikiem jest mięso wieprzowe, papryka i sól) oraz kanapek z pastą z suszonych pomidorów (nazwy nie pamiętam). Warte uwagi są też typowe hiszpańskie tapas - czyli małe przekąski.
Takie targi hand made odbywają się w zasadzie codziennie w innym mieście.





Z miejsce których nie udało nam się zobaczyć (mimo 2 tygodni zabrakło nam czasu) a które mieliśmy na liście są:

- Valdemosa czyli miasteczko w którym pewnej zimy wraz z George Sand zatrzymał się Fryderyk Chopin. Pomieszczenia które zajmowali pisarka i kompozytor zamieniono na muzeum w którym można zobaczyć pamiątki związane z ich pobytem na wyspie

- Port w mieście Soller i przejażdżka słynnym zabytkowym pociągiem, który nieprzerwanie od 1912 kursuje na trasie Palma -Soller oraz z Soller do Puerto de Soller - jest to jedyna czynna linia tramwajowa na Majorce.

- wrota do raju czyli Sa Calobra - niewielka zatoczka w północno-zachodniej części Majorki która znana jest przede wszystkim z trasy jaką trzeba pokonać by się tam dostać - kilkunastokilometrowa górska serpentyna Nudo de la Corbata wijąca się najpierw pod górę a następnie opadająca kilkanaście metrów w dół na sam brzeg morza. Na dole czeka na nas 8 kilometrowy wąwóz Torrent de Pareis po zwiedzeniu którego najlepiej wybrać się na malowniczą plażę.
 
 - katedra La Seu w Palma de Mallorca - niesamowita świątynia w gotyckim stylu która staneła na miejscu meczetu. Budowę rozpoczął 1230 Jakub I który przybywając na Majorkę natknął się na straszny sztorm i wtedy obiecał że jeśli przeżyje postawi niesamowitą budowlę na cześć Matki Boskiej. Tak też uczynił. Cały proces trwał prawie 400 lat. Katedra jest ogromna - mierzy 6,6 tys m2. Mimo że w 1851 roku trzęsienie ziemi uszkodziło świątynie udało się ją naprawić i nadal wygląda wspaniale. 


Z tego właśnie powodu zamierzamy jeszcze odwiedzić Majorkę by nadrobić zaległości i dokładnie zwiedzić wyspę... Kiedy to będzie zobaczymy :)
Póki co marzy nam się inny kierunek....i dlatego SKARBONKA JEST WAŻNA W NASZYM DOMU :)


A tu mam dla Was jeszcze kilka fotek :) (ciężko było wybrać z ponad 2 tys ;)













 
... to już jest koniec ;)




12 komentarzy:

  1. ....Łał tyle mogę mogę powiedzieć pięknie, ;-) piękne zdjęcia i atrakcje, jaskinia cudna, pozdrawiam Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* mój mąż marzył o podróży na Majorke od wielu lat - nareszcie się udało :D

      Usuń
  2. Cudne zdjęcia, wspaniała relacja. Zazdroszczę i chyba zacznę oszczędzać na taką podróż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam założyć skarbonkę a napewno się uda :D powodzenia !! :)

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia. Cudownie kochani, że mogliście wyjechać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arek od zawsze chciał zwiedzić Majorke - w końcu jego marzenie się spełniło :) a zdjęć mamy ponad 2 tys i do tego prawie 300 filmów :D

      Usuń
  4. Ogląda się przyjemnie zdjęcia ;) a co do Majorki to wiem ,że cudne moiejsce koleżanka z pracy właśnie wróciła z urlopu ,była tam bo jej siostra tam mieszka i co roku ja odwiedza .Tez mi marzy Majorka moze kiedyś uda się z rodzinką wyjechac...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zazdroszczę koleżance też bym z chęcią co roku tam jeździła :D - trzeba z koleżanką pogadać i w przyszłym roku wskoczyć do walizki ;)

      Usuń
  5. Gratuluję udanych wakacji! :) Sama od zawsze chcę się wybrać na safari, jednak gdy już mam szansę to perspektywa spędzenia dnia nad basenem wydaje się ciekawsza :D
    Współczuję Hubertowi złamanej ręki, mam nadzieję, że już wszystko w porządku.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Było naprawdę super - szkoda że tak krótko ;) ... teraz to już wiem że nawet złamana ręka nie przeszkodzi mojemu dziecku w zabawie :P

      Usuń
  6. Tam mnie jeszcze nie było, ale kiedyś dotrę :)
    Widzę, że mieliście bardzo udane wakacje - złamanej ręki szkoda, ale dobrze, że nie zepsuło to wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :) Mojemu mężowi Majorka marzyła się od dawna (w końcu się udało)... teraz czas na spełnienie mojego wakacyjnego marzenia :D - ale póki co nic nie mówię by nie zapeszyć :D

      Usuń