wtorek, 20 października 2015

Co by było... przemyślenia mamy.

Od czasu do czasu nachodzą mnie takie myśli jakby to było gdyby w naszym życiu nie pojawiła się cukrzyca. Mówię naszym bo ta choroba nie odmieniła tylko życia Karinki ale całej naszej rodziny.
Ciekawe czy bylibyśmy tak zdyscyplinowani i zorganizowani. Czy może żyli byśmy bardziej spontanicznie ?
Cukrzyca wprowadziła w nasze życie nowe reguły. Jednak były one na tyle przystępne że zgodziliśmy się na nie bez większego buntowania się. Choroba ta odmieniła Karinkę - z dzieciaka któremu tylko zabawa w głowie w niespełna kilka dnia stała się dzieckiem odpowiedzialnym i zdającym sobie sprawę z całej tej sytuacji która ją spotkała. Nadal głowie się jak to jest możliwe że niespełna 5-latka potrafiła tak łatwo pogodzić się z przeciwnościami jakie postawiło przed nią życie.

W sumie to tak naprawdę ciężko mi jest wyobrazić sobie jak mogło by wyglądać nasze życie bez cukrzycy.
Może tak naprawdę aż tak strasznie nas nie odmieniła. Nadal jesteśmy  się rodziną. Kochamy podróże i wcale nie zamierzamy z nich rezygnować. Mamy swoje problemy takie zwykłe ludzkie nie związane z chorobą. Staramy się żyć pełnią życia by za kilka lat niczego nie żałować. Karinka ma koleżanki i kolegów, chodzi do szkoły. Ma swoje większe i mniejsze pasje. Stroi fochy jak każde dziecko w jej wieku.
To wszystko jest takie normalne.

A jednak...


A jednak każdego dnia zmaga się z przeciwnościami jakie stawia przed nią los. Każdy dzień rozpoczyna nie od mycia zębów czy bajki w TV ale od zmierzenia poziomu cukru. Każdego dnia liczy że poziom będzie ok i będzie można zjeść normalnie śniadanie. Każdego dnia sprawdza czy w tornistrze są wszystkie niezbędne cukrzykowi rzeczy. Każdego dnia zjada posiłki o określonych porach. Gdy w szkole są urodziny i dzieci rozdają cukierki ona odlicza czas gdy będzie w domu a mama "wyliczy jej tego cukierka" i będzie mogła go zjeść. Każdego dnia na przerwach szkolnych zjada marchewki, ogórki, rzodkiewki i inne warzywa podczas gdy inni objadają się wafelkami. Każdego dnia kłuje swoje biedne paluszki nawet 10 razy. Co 3 dni a czasem i częściej "stawia się" na zmianę wkłucia bez jakiegokolwiek zająknięcia. Wie że co noc mama lub tata wstają kilka razy by zmierzyć cukier. Wie że każdy jej posiłek musi być odważony i przeliczony. Wie że gdyby nie pompa i insulina to .......


A jednak...


A jednak co dzień wstaje z uśmiechem (choć wiadomo rano zawsze ciężko wstać). Bierze tornister i wyrusza do szkoły. Odrabia lekcje. Spotyka się z koleżankami. Tańczy, śpiewa, śmieje się. Kłoci się z bratem, płacze gdy jej źle. Biega, jeździ na rowerze, pływa. Wcina wielkie lody i gofry z bitą śmietaną. Robi skwaszona minę na widok szpinaku. Z niecierpliwością czeka na weekend i chwile wolnego od szkoły. Świętuje z kolegami urodziny. Spędza czas z dziadkami. Piszę list do Mikołaja. Wypadnięte zęby wkłada pod poduszkę w oczekiwaniu na pieniążka. Jest jak każde inne zdrowe dziecko.

A jednak....




1 komentarz:

  1. Piękny tekst... Znamy to od podszewki - ta nienormalna normalność... My też staramy się wziąć życie za bary i codziennie uśmiechnąć do siebie i żyć. Tak po prostu... Pozdrawiamy serdecznie - ośmioletni słodki Kuba, jego młodszy brat Adaś i ich rodzice :-)

    OdpowiedzUsuń