wtorek, 3 marca 2015

Herbaciane opowieści - część pierwsza :)

           
 Wstaję wcześnie rano, zakładam szare dresy i lekko wymięty niebieski t-shirt. Za oknem ponuro i zimno. W łóżkach dzieciaki jeszcze smacznie śpią. Mąż wyszedł do pracy i w domu panuje cisza. Na palcach wychodzę z pokoju dzieci i zbiegam po schodach. Wpadam do łazienki - szybka poranna toalet, przeczesanie włosów i może jeszcze jakiś tusz do rzęs - chociaż nie to może później.

Wchodzę do kuchni. Najpierw ogarniam pozostałości po wczorajszej kolacji - ze zmęczenia nie miałam już siły tego sprzątać. Przygotowuje śniadanie - w pierwszej kolejności dla dzieci a potem jak zdążę to też coś zjem.Zalewam wrzątkiem swoją ulubioną herbatę i gdy mam wziąć mały łuk słyszę z góry - "Mamooo". Zostawiam wszystko i biegnę przywitać się z moimi skarbami. Teraz wybór ubrania, i ulubionych zabawek które obowiązkowo trzeba zabrać ze sobą na śniadanie. 

Mycie zębów, ubranie się i inne czynności zajmują nam dobre 30 minut. Dobrze że tym razem na śniadanie są kanapki których nie trzeba odgrzewać.
Wyliczam ilość insuliny, podaje ją i między czasie gdy dzieciaki jedzą przygotowuje leki - inhalacjie, antybiotyki, syropy itp.

Mam chwilkę by wypić herbatę która niestety jest już zimna - wkładam ją do mikrofali i ustawiam na minutę. W tym czasie rozdzielam "zygające" do siebie rodzieństwo i proszę by w spokoju zdjedli śniadanie. 

Dźwięk z mikrofali informuje mnie że moja odgrzewana herbatka jest już gotowa. Gdy mam ją wyjąć słyszę "Mamo bo on wylał picie !". Nawrót na pięcie i już z ręcznikiem papierowym w dłoni wycieram blat. Pomagam młodszemu dojeść kanapeczki i odstawiam go z krzesła . Starsza też już kończy i udaje się w ślad z młodszym by zamienić salon w pokój zabaw.

Docieram do mojej  herbaty i przypominam sobie o lekach. W krzykach niezadowolenia odciagam młodego od zabawek i zapodaje mu inhalacje. Po 5 minutach szarpaniny stwierdzam że pora się poddać i zezwalam na krótką bajkę która odciąga uwagę od przykładanej do twarzy maseczki. Jeszcze syropy i z głowy. 
 Strasza sama daje sobie rade ale stwierdza że skoro młodysz mógł telewizje oglądać to ona tez chcę. Nie mam wyjścia i muszę się zgodzić.

Dobra robię podejście nr 3 do mojej porannej herbatki - zimniej oczywiście. Ale daje jej jeszcze jedną szansę i odpalam mikrofale. Podczas tej krótkiej minuty przygotowuje szybkie śniadanie dla siebie. 

Zerkam na dzieciaki - inhalacja się prawie kończy, młody demoluje budowle z klocków a w telewizji znów leci jakaś zmyślona do granic możliwości bajka. 
Herbata gotowa - jednak odrzewana smakuje źle - chyba jednak nic z tego nie będzie. Wylewam ją do zlewu i robie nową.  Z pragnienia wypijam duszkiem szklankę wody i przegryzam razową wczorajsza bułką. Zalewam wrzatkiem herbatę gdy słysze pukanie do drzwi - listonosz i codzienna poczta. Rachunki, rekalmy, coś tam zamówionego w necie i inne pierdoły.

Z bułką w ręce siadam między dzieciakami które już prawie w 100% opanowały salon. Wyłączamy telewizor i wymyślamy co by tu zrobić w kolejny dzień w domu. 
Stawiamy na klocki - starsza jest ich wielką fanką - młody zresztą też - z tym że on zdecydowanie woli burzyć niż budować.

Po około 15 minutach przypominam sobie o zrobionej nowej herbacie - chyba dziś sobią ją podaruje. Zimnej nie lubie, odgrzewana tez mi nie smakuje a kolejnej robic mi się zwyczajnie nie chcę. Zostawiam na chwilę dzieciaki i sprawdzam na komputerze pocztę, fb i inne tego typu rzeczy. Po około 20 minutach zostaję wezwana do młodego który namiętnie niszczy to co starsza zbuduje.

Stwierdzam że najlepiej będzie ich na chwilę rozdzielić. Starsza zostaje w salonie a ja z młodym idziemy do pokoju na górę. Tam siadam na łóżku i stwierdzam że jednak musze wypić moją poranna herbatę. Prosze więc starszą być na chwilę popatrzyła na młodego. Oczywiście z wielkim żalem ale wkońcu przychodzi i zostaje na te 5 minut. 

Jest godzina 12-ta a ja poraz trzeci zalewam wrzatkiem moją poranną czerwoną herbatę.... cdn

1 komentarz:

  1. Hehe się uśmiałam :) Czekam na dalsze części historii :)

    OdpowiedzUsuń