poniedziałek, 9 marca 2015

Herbaciane opowieści - część druga :)

Jest godzina 12-ta a ja po raz trzeci zalewam wrzątkiem moją poranną czerwoną herbatę...

Odstawiam kubek na blat i zastanawiam się co dzieciaki porabiają u góry bo jakaś niepokojąca cisza nastała. A ja już wiem że gdy jest za cicho to coś się święci. Chyba będę musiała się tam przejść. Ale z drugiej strony moja "nowa" herbatka czeka. Próbuje napić się choć mały łyczek ale jest jeszcze zdecydowanie za gorąca. 

W sumie mogę ją przecież wziąć ze sobą ale wiem że zazwyczaj kończy się to zalaniem dywanu bo gdziekolwiek bym postawiła mój ulubiony kubeczek to dzieciaki dziwnym trafem potrafią go "przypadkiem" strącić. 

No nic zostawiam herbatkę w samotności i wpadam do pokoju dzieciaków. Moje przeczucia były słuszne. Starsza zaszyła się na piętrowym łóżku a młody dorwał się do skrzyni z puzzlami i wszystkie wysypał. Tym sposobem powstała nam super wielka mieszanka wybuchowa puzzlowa. Jakiś tysiąc elementów łącznie z prawie 20 różnych zestawów. 

No i kto to teraz pozbiera ? Ja póki co nie mam w ogóle ochoty się za to zabierać choć z drugiej strony wiem że jeśli zostawię ten "rozpierdziel" w takim stanie to za około godzinę będzie milion razy gorzej. Do puzzli dołączał zapewne różnego rodzaju klocki, autka itp. Mam dylemat. 

Starsza nagle orientuje się że matka jest w pokoju i z radością oznajmia "to on rozwalił wszystko". Mówiąc "on" wskazuje dumnie paluchem na młodego który nie do końca świadomy szczerzy zęby.

Wciągam mocno powietrze nosem i przypominam sobie o herbatce. Zapewne jest już zima. Nie no ileż można robić podejść do wypicia zwykłej herbaty? Nie poddaje się i stwierdzam że w końcu znajdę chwilę tylko dla niej ale to jeszcze nie teraz. 

Wymyślam zabawę w segregowanie puzzli. Starsza podejrzewa podstęp ale zgadza się w niej uczestniczyć. Młody "gra" jakieś 5 minut i opuszcza pole bitwy. Ja i starsza uwijamy się szybko z posegregowaniem reszty i tym razem pudło z puzzlami chowamy w mniej dostępne miejsce.

Chyba czas na drugie śniadanie. Choć w sumie już po 13-ej. Obiad niedługo ale że dzieciaki coś by wszamały a obiadowe pyszności jeszcze nie gotowe trzeba zaserwować coś innego. 

Schodzimy do kuchni. Na blacie czeka na mnie moja kolejna niewypita herbata. Oczywiście lodowata. Ląduje w zlewie. Jednak od razu robię podejście do kolejnej i odpalam czajnik. W tym czasie zapodaje rodzeństwu po jogurciku i małej kanapeczce. 
Herbatka już się parzy. Nareszcie nadchodzi ten moment gdy mam chwilę by ją wypić. Jest jeszcze zbyt gorąca więc stwierdzam że może obiorę ziemniaczki do obiadu by czasu nie marnować. I może jeszcze jarzynki do zupy i poszatkuje kapustę na surówkę. 

Zabiegana znów zapominam o herbacie.... cdn
 

6 komentarzy:

  1. Ja mam tak z kawą ;). Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak jest praktycznie codziennie :|

      Usuń
  2. Kochana ja mysle ze Ty zamiast tej Herbatki zrob sobie kawke to od razu Ci podejdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety u mnie zakaz picia kawy bo mam straszne niedobory magnezu :( a ja tak kawusie ubóstwiam nawet jak jest mega wrząca :D

      Usuń
    2. Oooo wspolczuje bo ja bez kawki ani rusz.A herbatke pije tylko jak chora jestem :)

      Usuń
    3. Ale znalazłam alternatywę :P - zielona kawa :D

      Usuń