wtorek, 13 stycznia 2015

U nas temat numer jeden

To już. Choć nie jestem do końca pewna czy to odpowiednia chwila. Może jest jeszcze za wcześnie. Ale uparłam się i nie odpuszczę. Wiem że każdemu z nas wyjdzie to na dobre. Zakupiłam odpowiedni sprzęt i jestem gotowa.

Mowa tu o odpieluchowaniu naszego najmłodszego członka rodziny czyli brata Karinki - Huberta.
Skończył 25 miesięcy więc stwierdziłam że najwyższa pora pozbyć się balastu pieluchowego.
Póki co proces ten trwa całe 2 dni. Jest ciężko. Od prania do prania. Mam wrażenie że Hubik jeszcze nie łapie o co chodzi. Niby woła itd ale już po fakcie.

Każdy mi mówi że lepiej poczekać do wiosny albo lata wtedy będzie łatwiej. Tylko nie wiem co to łatwiej znaczy - kwestie suszenia ubrań ? Jeśli o to chodzi to u nas przy kominku ciuszki są suche w niecałą godzinkę. Wiadomo w lecie ciepło itd, można dziecko spokojnie na pole puścić i nawet jak zdarzy się wpadka to nie ma szans na jakieś przeziębienie czy coś w tym stylu.

W zimie wygląda to trochę inaczej. Choćby dziś - Hubcio wysikany przed planowanym spacerem ledwo wyszedł z domu i oznajmia mi że "siusiu pupa" więc powrót do domu, przebieranko i niestety pampersa założyłam co by się nie wracać za 2 minuty. Po godzinie okazało się że pielucha nie ruszona czyli defakto nie była potrzeba.

W domu posiedzi na nocniku ale nie przynosi to żadnych efektów. Po 10 minutach zaliczamy kolejną wpadkę ;) Choć dziś gdy wyszłam na ćwiczenia był przełom - sam usiadł na nocniczek i zrobił siku choć co prawda przez spodnie ale ważne że na nocnik :)

Niektórzy piszą że ich dzieci "łapią" o co chodzi w 2-3 dni a znowu u innych trwa to niekiedy kilka miesięcy.
Mam takie jedno marzenie by do czerwca pozbyć się pieluch na dobre. Bo czy nie lepiej zabrać dziecku więcej zabawek na urlop niż zajmować to miejsce paczkami pieluch? :D

Jestem cierpliwa - podobno to bardzo pomaga :) tak wyczytałam u Oli ze Świat się kręci wokół dzieci :)
Kurcze to chyba jej tekst natchnął mnie by jakoś nauczyć tego mojego małego mężczyznę że pieluchy są już bee :)

Wiem wiem blog w temacie cukierkowym a ja Wam tu wyjeżdżam z pieluchami, nocnikami itp ale uwierzcie mi to jest teraz numer jeden w naszej rodzinie :D

Ogólnie to mój dzień kręci się teraz wokół jedzenia Karinki, przebierania Hubcia, ścierania podłogi i prania :) Pomiędzy wciskam jeszcze gotowanie i małe ogarnianie domu.

Dzięki ci Boże za fitness kluby i inne temu podobne rzeczy gdzie kobieta może w spokoju "odpocząć". No i oczywiście za męża mego (który nie uwierzycie podczytuje mojego bloga ;) - tak Kochanie to o Tobie :D) który bez zająknięcia z dzieciakami zostaje a nawet sam z domu mnie wygania co bym sie odstresowała - np dziś dodatkiem do pakietu był masaż gorącymi kamieniami który polecam wszystkim. Naprawdę relaks i odprężenie gwarantowane.

Wracając do tematu "siusiu pupa" pełna nadziei jutro zaczynamy kolejny bezpieluchowy dzień. Oby był lepszy od dzisiejszego:)

A teraz idę nastawić kolejne pranie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz