sobota, 4 października 2014

Obiecanki cacanki a w przedszkolu jak kto chce :(

Nie ma co ukrywać - jestem zła. Obietnica złożona przez dyrekcje przedszkola do którego chodzi Karina oczywiście nie została dotrzymana. Na domiar tego mam wrażenie że Pani dyrektor unika mnie jak ognia.
A chodzi o bardzo prostą sprawę. Jak wiecie Karina od lipca ma już swoją pompę insulinową. Zapewne wiecie również że na pompie będąc należy do każdego posiłku podać sobie insulinę. Przy penach nie było to konieczne bo wystarczyła insulina długodziałająca przy śniadaniu a przy kolejnym posiłku nie trzeba było się kłuć.
Karinka śniadanie zjada w domu a kolejne jej jedzonko to obiad w przedszkolu - oczywiście na początku września poinformowałam Panie o tych wszystkich zmianach. Że póki co to ja będę przyjeżdżać przed obiadem i insulinę podawać ale myślę że z biegiem czasu one same oczywiście po odpowiednim przeszkoleniu będą mogły pompę obsługiwać zwłaszcza że jest to naprawdę bardzo proste (chodzi tu o samo wystukanie odpowiedniej dawki insuliny i zatwierdzenie - ja zajmuje się wyliczeniami).
Panie jak najbardziej za i chętne do działania i nauki (choć z lekką obawą). Z Pania dyrektor ustaliłam że szkolenie z obsługi pompy odbędzie się gdzieś 20-22 września  (pod koniec czerwca w przedszkolu odbyło się szkolenie prowadzone przez wykwalifikowany personel odnośnie całego tematu cukrzycy typu 1 ale z uwagi na to że Karina nie miała wtedy jeszcze pompy jej temat został omówiony w skrócie).
Jakie było moje zakoczenie kiedy poszłam dopytać się o dokładną datę szkolenia a Pani dyrektor stwierdziła że teraz za bardzo nie ma czasu bo ona jest w sumie na chorobowym i w przedszkolu jest dosłownie 5 minut dziennie. Ja wszystko rozumiem ale ona tak naprawdę nie jest mi na tym szkoleniu potrzeba - wystarczą same Panie które uczą w Kariny grupie.
Niestety również Panie jakby nagle zupełnie zmieniły zdanie że one sobie jednak z tym nie poradzą i że przecież Karina musi umieć się sama obsługiwać bo to przecież jej choroba i jej życie.
Najbardziej wkurzyło mnie gdy jedna z Pań powiedziała do Kariny (w mojej obecności) "że gorszej niespodzianki nie mogła mamie sprawić jak ta choroba" - no myślałam że normalnie kobieta dostanie w twarz jak nic. Zwłaszcza że Karina potem się mnie pytała czemu ta Pani tak powiedziała i że ona wcale nie chciała mi takiej niespodzianki zrobić:(
Pomijając już tą sprawę stwierdziłam że sama naucze Karinę obsługi pompy - w zasadzie trwało to może 2 dni a moje dziecko już bez problemu wie co to bolus posiłkowy i przedłużony. Umie pompę odłączyć, w razie czego wyłączyć alarm i podać sobie odpowiednią ilość insuliny - oczywiście po moim sprawdzeniu czy na ekranie jest na pewno np. 1,5 a nie 5,1.
No cóż 6-letnie dziecko potrafiło się nauczyć a Panie które obstawiam są już po 40-tce nie. No nic zostawię to bez komentarza.
Na logikę biorąc przecież to także jest w ich interesie aby po pierwsze zapewnić dziecku właściwą opiekę a po drugie za rok może pojawić się kolejne dziecko z cukrzycą i wtedy na pewno i dziecku i rodzicom i przede wszystkim całemu personelowi było by łatwiej gdyby choć trochę "liznęły" temat.
Niestety wątpię by cokolwiek się w tej sprawie zmieniło - mam trochę wrażenie że jest tam tak jak w polityce - najpierw obiecanki jak to wszystko będzie pięknie a jak coś przychodzi do czego to najlepiej "iść na chorobowe".
Dla mnie to nie jest problem podjechać do przedszkola zwłaszcza że zajmuje to ok 5 minut ale wkurza mnie gdy ktoś coś obiecuje ale z góry wie że słowa nie dotrzyma.
Ponieważ Karinka umie już pompę obsługiwać to sama zaproponowała by dać jej telefon i po prostu dzwonić przed przedszkolnym obiadem i powiedzieć ile ma sobie insuliny podać. I tu pojawia się kolejny problem czy Panie choć na tyle będą łaskawe by spojrzeć na pompę i sprawdzić czy na pewno podaje właściwą dawkę ? Jeszcze nigdy nie musiałam nic korygować i zawsze wstukała tyle ile ma być ale wiadomo różnie może być.
Nadal nad tym myślę.... zwłaszcza że teraz doszedł jeszcze ten bunt odnośnie posiadania pompy (choć mam wrażenie że opcja własnego telefonu komórkowego jakby uciszyła tą sprawę ;))

Co Wy zrobilibyście w takiej sytuacji? Czy jeśli Panie zgodzą się "zerknąć" na pompę i sprawdzić dawkę to ta opcja z telefonem może być realna? W sumie moje dziecko ma już 6-lat i technika XXI wieku to dla niej pikuś ale moje obawy jako rodzica zawsze będą mi towarzyszyć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz