czwartek, 9 października 2014

Nasz świat kręci się wokół dzieci..

Bardzo fajny blog o super nazwie Świat się kręci wokół dzieci zorganizował ostatnio konkurs na temat właśnie tego świata kręcącego się wokół tych naszych kochanych pociech. Forma pracy mogła być dowolna - zdjęcie, rysunek, wiersz, opowiadanie itp.
Postanowiliśmy że też weźmiemy udział i nasz świat opiszemy :)
Dziś ogłoszono wyniki i nasza praca też została wyróżniona :) bardzo dziękujemy a Wam prezentujemy nasze konkursowe dzieło:


Myślę że mój świat kręcący się wokół dzieci najlepiej wyrażą słowa 

Na wstępie powiem tylko że mam dwójkę przecudownych i najukochańszych (choć oczywiście czasem bardzo denerwujących) dzieci które teraz chcę Wam przedstawić.

Córeczka Karina przyszła na świat 1-go września 2008 roku jako nasza mała elfka (ze super szpiczastymi uszami które z biegiem czasu nabrały normalnego kształtu). Obecnie Karinka ma 6 lat i chodzi do zerówki.

Synek Hubert jest młodszy o ponad 4 latka i został nam przyniesiony przez Mikołaja z 2 dniowym opóźnieniem – Hubert urodził się 8 grudnia 2012 roku (choć miał być prezentem pod choinkę postanowił że pod choinkę to on już chcę prezenty dostać;)

A teraz po krótce o tym jak to ten świat się nam kręci.

Wiadomo małe dzieci mały kłopot itd. 
 Świat tak naprawdę zakręcił nam się w 2013 roku który był dla nas wyjątkowo pechowy – najpierw Hubert wylądował w szpitalu z zapaleniem oskrzeli a kilka miesięcy później okazało się że moja córeczka jest „cukiereczkiem” – pisząc wprost zdiagnozowano u niej cukrzycę typu 1. Od tego momentu nasze życie zmieniło się diametralnie – każdy dzień jest bardzo podobny ale nigdy nie nudny J

Rano wstaję przed 7-mą i przygotowuje śniadanko i ubrania dla dzieciaków (tata sam się wysyła do pracy o 6:40). O ile Hubert się nie obudzi to mam czas jeszcze zrobić szybki makijaż i uczesać włosy (w przeciwnym wypadku gnam do przedszkola „na goło” jak to mówi moja koleżanka).

O 8-ej budzę Karinę – Hubert zazwyczaj jest już na równych nogach i rozrzuca zabawki. Po porannych czynnościach najpóźniej o 8:20 siadamy do śniadania (jeśli się spóźnimy to mamy śniadanie samochodowe;) Karinka z racji swojej choroby zjada pierwszy posiłek w domu.

O 8:40-45 wsiadamy w nasz super wyścigowy pojazd i pędzimy (oczywiście zachowując wszelkie bezpieczeństwo jazdy) do przedszkola. Tam Karinka zostanie do 14-ej. Ale jeszcze ją w między czasie odwiedzam ale to za chwilę.

Po odstawieniu starszaka wyruszamy z Hubertem na zakupy albo na herbatkę do babci lub cioci. Zazwyczaj ok 10-10:30 jesteśmy z powrotem i teraz zabieramy się za ogólnie ogarnięcie domu i posprzątanie zabawek które jak pamiętacie Hubert rozniósł po domu z samego rana.

Mamy czas do 11:20 bo właśnie o tej godzinie wyruszamy do przedszkola po raz drugi by podać Karince insulinę przed kolejnym posiłkiem. Zajmuje to nam ok 5 minut.

Po powrocie idziemy na spacer lub do ogrodu albo bawimy się w domu (zależy od pogody). Około 13-ej Hubcio wybiera się na „aziu nyny” czyli picie mleczka w wózku (czyt. Aziu- wózek, Nyny-mleko). Przy okazji zasypia sobie smacznie a mama ma czas by przygotować obiad. Mam czas do 13:55. Wtedy wyjeżdżam po Karinkę – zazwyczaj udaje się że ktoś nas odwiedza – babcia lub dziadek i w razie gdy Hubert śpi zostają z nim na te 4-5 minut. Gdy nikogo nie ma (co przy okropnej jesiennej pogodzie i zbliżającej się zimnie będzie codziennością) niestety muszę synka obudzić co zazwyczaj kończy się płaczem i ogólna obrazą (na szczęście tylko na parę chwil).

Gdy wrócimy do domu z Karinką wszyscy wcinamy obiadek. Potem dzieciaki mają czas dla siebie i mama też ma chwilę wolnego. Około 15:30 tata wraca z pracy i zazwyczaj porywa Huberta do ogrodu bo wiadomo faceci zawsze mają jakieś swoje sprawy.


My z Karinką zostajemy w domu i albo razem coś malujemy, albo gotujemy albo pieczemy – zależy od nastroju.

Gdy wszystko jest w miarę ogarnięte mama wymyka się z domu na dosłownie godzinę na ćwiczenia co by zadbać o siebie J w tym czasie to taty świat się kręci wokół dzieci.

Mniej więcej o 19:30 – 20-ej rozpoczyna się kąpanie. I tu jest zawsze kłótnia kto idzie pierwszy J Zazwyczaj Karina wypycha brata bo wiadomo ona już duża dziewczynka to jej pobyt w łazience z dnia na dzień coraz bardziej się wydłuża.

Przy dobrych wiatrach o 21-ej dzieciaki leżą już w łózkach. Zależy od dnia i humoru – czasem zasypiają w 5 minut a czasem zajmuje im to 2 godziny J Nie ważne czy są czytane bajki czy opowiadane historie i śpiewane kołysanki jak nie chcą spać to nic ich nie przekona.

Tak właśnie wygląda prawie każdy nasz dzień (z wyjątkiem weekendów kiedy to pozwalamy sobie na małe szaleństwa typu wypad z mężem na kawkę i ciacho lub do kina) Wtedy to by świat na chwilkę nie kręcił się wokół dzieci podrzucamy ich do dziadków 

 
A takie nasze wspólne zdjęcie dołączyliśmy do powyższego tekstu :)

Jeszcze raz bardzo dziękujemy za wyróżnienie i serdecznie pozdrawiamy :)



 

1 komentarz:

  1. Skąd ja to znam :): transport do szkoły, potem do domu i szybkie śniadanie, potem znowu do szkoły (by podać insulinę do II śniadania) znowu do domu, ogarnąć chatę i znowu do szkoły i transport do domu :). My to mamy niezły fitness ;). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń