piątek, 12 września 2014

Przedszkole = choroba ?

Czy ktoś mi może wytłumaczyć jak to się dzieje że dziecko przez całe wakacje jest zdrowe jak ryba a po tygodniowym pobycie w przedszkolu zaczyna kichać, smarkać i kaszleć?

Ja wiem że rodzice pracują i że naprawdę nie mają co z dzieckiem zrobić - ale żeby przyprowadzać malucha z gorączką, śpikiem po pas i reklamówką leków to już lekka przesada.
Jeden taki delikwent i już połowa grupy załatwiona.

Karinka od czwartku siedzi w domu bo cukry zaczęły wariować więc stwierdziłam że tym razem będę zapobiegać wcześniej nim rozwinie się jakaś infekcja. Nie wiem czy nie zareagowałam za późno bo dziś i jedno i drugie już prycha. U Karinki to może karat alergiczny (mam nadzieje) bo ma uczulenie na kurz, roztocza itp. a matka dziś cały dom sprzątała i kurze na pewno jakieś fruwały.

Niestety Hubcik też coś pokichuje - może i przewrażliwiona jestem ale wole jednak dmuchać na zimne. Od jutra ratujemy się Rutinaceą i tranem :)

A wracając do kwestii chorych dzieci w przedszkolu to czy naprawdę tak ciężko choć na jeden dzień znaleźć kogoś do opieki albo wziąć samemu L4 na dziecko? Może i wyjdzie na to że jestem samolub, że w domu siedzę to nie mam problemu w takich sytuacjach ale niech ci rodzice postawią się w sytuacji innych. Przecież takim postępowaniem największą krzywdę robią swojemu dziecku. Taki maluch który do śniadania dostaje dawkę środka przeciwgorączkowego by wyglądał na zdrowego po około 2-3 godzinach ledwo się na nogach trzyma i zazwyczaj mama czy tata i tak musza go odebrać. Niestety wirusy już sobie upatrują kolejną ofiarę i po mniej więcej tygodniu inkubacji w przedszkolu zostaje garstka dzieci.

My do przedszkola może zawitamy w poniedziałek - póki co mamy weekend i odpoczywamy od "choróbsk przedszkolnych" :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz