środa, 6 sierpnia 2014

Złe duchy wkłuciowe prześladują mnie wciąż !!

Proszę niech mi ktoś powie czemu moje ręce wciąż drżą przed wkłuciami? :( Przecież Karinka już prawie miesiąc (bez 1 dnia) jest pompiarą a ja nadal jakoś zawsze mam obawy gdy zakładam nowe.
Ogólnie to zajmuje mi to dość dużo czasu (wcześniej na penach nie było tyle "zabawy"). Problem zaczyna się już przy próbie odklejenie starego plastra - oczywiście używamy benzyny farmaceutycznej ale przy mojej wiercipiętce która najchętniej skręciła by głowę do tyłu by zobaczyć dokładnie co się dzieje zajmuje to średnio 10-15 minut.
Potem procedura wymiany pojemniczka i pozbycie się tego nieszczęsnego powietrza ze środka, napełnienie zestawu infuzyjnego i wielki moment przyklejenia wkłucia.
Wtedy zaczyna się problem bo ja mam zawsze obawę że źle wbije igłę, że może się złamie i zostanie w środku - masakra jakaś. Przecież to taka sama igła jak w penach a jednak :(
Tak wypadło ze wkłucia wymieniam zawsze ja bo tatek jest zazwyczaj w pracy (raz udało mu się załapać ale chyba za szybko chciał pozbyć się starego plasterka co spowodowało że Karina strasznie się zdenerwowała i stwierdziła że tata się do tego nie nadaje).
I matka została z tym sama. Boję się że przeze mnie moje dziecko będzie miało jakieś awersje do pompy. W zasadzie to już coraz częściej słyszę że "wisi mi tu przy boku", "wkurza mnie w nocy", "co chwilę muszę ją odpinać gdy chcę wejść do basenu", "chcę peny z powrotem" , "czemu tak długo to się wymienia" itd.
Mam nadzieje że wkrótce się to zmieni bo powiem szczerze całkiem dobrze nam z pompą - choć na pewno w przyszłym roku w lecie wrócimy na peny z uwagi na Kariny zapał pływacki :)

Jutro z rana czeka nas wymiana - no i ja się już nakręcam że coś źle będzie :(
Ok - przeganiam złe duchy wkłuciowe i wierze że będzie super, extra, bezproblemowo :)

A czy u Was też było tak na początku?


5 komentarzy:

  1. Wiesz Aniu, kiedyś na pewno przyjdzie taki moment, że źle trafisz- czy to w nerw czy w naczynie. Nie ma co panikować na zapas i stresować się za każdym razem. Mała na pewno pewnego dnia zacznie się buntować, to też będzie normalne i na pewno trudne do okiełznania. Ja na pompie jestem ponad 4 lata i do dzisiaj czasem mam tak, że nie mam ochoty zmieniać wkłucia, irytują mnie, itp. Co do wyciągania- ja teflonowe wyciągam za jednym pociągnięciem, metalowe najpierw "obskrobuję" dookoła plaster, a później za motylka wyciągam igłę. ALe u Was na to wszystko przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z czasem zmiana wkłucia będzie trwała krócej, to wymaga wprawy. Mi teraz wymiana zbiornika i przygotowanie do założenia zajmuje może 2 minuty.
    Gorzej z zakładaniem, bo moja córka słabo to toleruje.
    Może spróbujcie też wkłuć teflonowych zakładanych za pomocą sertera?
    Łatwiej je założyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Spokojnie - z czasem przyjdzie wprawa i większa pewność siebie. wkłucia teflonowe zakłada się w 2 sekundy serterem. Z metalowymi trochę więcej zabawy. nie stresuj się - po prostu trzeba to zrobić. Ja wkłucia zdejmuję jednym ruchem podczas kąpieli - kiedy są dobrze namoczone fajnie odchodzą i plaster nie zostawia śladów. Jeśli Franio się niecierpliwi lub złości zakładam mu wkłucie jak już zaśnie - nawet nie reaguje a rano się dziwi, że coś tam ma :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy metalowych te plasterki ciężko jest odkleić nawet benzyną. Dla Kariny to jednak lepiej bo średnio 2-3 godziny dziennie spędza w basenie (tak się moje dziecko w pływanie wkręciło że chyba rośnie nam nowa gwiazda sportu;)) Dziś jakoś przeżyliśmy wymianę - choć ręka jeszcze trochę drżała. Nam w szpitalu powiedzieli że wkłucie najlepiej wymienić przed podaniem bolusa bo wtedy nie ma prawa się nic zatkać (ile w tym jest prawdy to nie wiem).

    OdpowiedzUsuń
  5. Dojdziesz do wprawy :) mi zakładanie metalowego wkłucia zajmuje kilka sekund, mam oczywiście na myśli samo wbicie plastra z igłą. Teflonowe z tym urządzeniem, które fachowo nazywa się serterem, a mój syn nazwał DZIURKACZEM - zajmowało nam zdecydowanie więcej czasu. I zwyczajnie nie lubię... Ściąganie starego wkłucia to może być jazda ale mam już metodę ;) Delikatnie odklejam z jednej strony, delikatnie z drugiej przytrzymując skórę. A potem chwytam za motylek i wyciągnięte :D Czasem wkłucie zabezpieczam takim plastrem foliowym bo Wiktor trenuje judo i obawiamy się odklejenia. Taki plaster to już gorsza sprawa, zwłaszcza, jak na skórze są delikatne włoski a wiadomo, że z racji gatunku, mamy takie włoski prawie wszędzie. Wtedy jest jazda :) Młody krzyczy, że boli, ja krzyczę, że jeszcze kawałeczek aż w końcu wielkie uff ;) No i od tych spraw jestem tylko ja :) Wg Wiktora Tata nie umie i już...

    OdpowiedzUsuń