piątek, 18 lipca 2014

Bo z pompą, bo z pompą fajnie jest.... hmmm ?

I kto by pomyślał że wkońcu nadejdzie ten dzień kiedy moja córcia zostanie "pompiarką". Od diagnozy jakoś sceptycznie podchodziłam do tematu pompy. Peny to jednak wolność a pompa - no właśnie - tu zawsze było jakieś "ale". Jednak stwierdziłam że skoro jest to urządzenie dzięki któremu Karince będzie się żyło lepiej to czemu mam jej ten w pewnym sensie komfort odbierać.
Pompa funkcjonuje z nami już od tygodnia. Póki co nie mamy żadnych problemów - no może fakt że na wstępie zepsuliśmy 2 wkłucia ze stresu ;) ale pozatym jest chyba w porządku. Karina nie narzeka - kwestie przeliczników, WBT itd. w miarę już opanowaliśmy (chyba całkiem dobrze nam poszło bo szkolenie 5 dniowe zmieniło się w 2 dniowe - z tym że i tak musieliśmy swoje odsiedzieć bo Karinka miała przy okazji robione coroczne badania).
Ogólnie pobyt w szpitalu i naukę wspominamy bardzo miło. Na szczęście są jeszcze osoby które faktycznie z powołania wykonują swój zawód :)
Oczywiście Karinka poznała nowe cukiereczkowe koleżanki (jedną z nich cukrzyca dopadła podczas urlopu zagranicą i karetką była transportowana do Polski) - swoją drogą to się nazywa pech :(
Jeśli chodzi o pierwsze wkłucie to matka została od razu rzucona na głęboką wodę - w sumie igła jak w penie ale moje ręce jakoś nie mogły tego pojąć i trzęsły się niemiłosiernie. Na szczęście udało się - no potem to już było z górki - obsługa pompy przyszła nam łatwo :) i w zasadzie od początku pobytu obsługiwaliśmy wszystko sami.
Oczywiście zaskoczyła mnie ta cała procedura z wkłuciami ;/ - biurokracja masakryczna. No czy to jest normalne żeby takie cuda trzeba było wyczyniać - skoro wkłucia są refundowane to czemu nie mogę ich od razu ze szpitala odebrać tylko najpierw dostaje jakieś zlecenie z tym musze iść do NFZ (na szczęście raz na rok) a potem dopiero po zaopatrzenie do sklepu medycznego. No poroniony pomysł. Dobrze że sklep z akcesoriami do naszej pompy jest 10 min drogi od domu i nie muszę jeździć do innego miasta (ale niestety sporo osób musi taki kurs wykonać). No kurcze czy nie lepiej było by otrzymać wszystkie rzeczy refundowane w 100% przy wizycie w poradni?
Ale wracając do naszej pompy :)
Podsumowując jest OK. Cukry można by rzec idealne - max 169 - bez żadnych skoków i mega spadków. Oby było tak dalej. Karinka już chyba się do niej przyzwyczaiła - biega, pływa (oczywiście po wypięciu), skacze, jeździ na rowerze - robi wszystko to co do tej pory :) Jedyne co to musi uważać na Hubcia który jak tylko wyczai wystający gdzieś dren to od razu za niego łapie - już raz o mały włos a doszło by do "wyrwania" ;)
Jeśli chodzi o przechowywanie to na dzień mamy saszetkę specjalnie zamówioną dla mojej córci według jej projektu a na noc wersje piżamową w kolorze białym - o tym w następnej notce :)

Hmmm - jak by nie było peny poszły póki co w odstawkę - oczywiście ich nie skreślamy bo wiemy że jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli to na przyszłoroczne wakacje tak na 3 tygodnie spowrotem do nich wrócimy - niestety urlopu z pompą w klimacie równikowym i całodziennym kontakcie z wodą sobie nie wyobrażam - ale to wszystko jeszcze przed nami.

Co by nie było - uroczyście oświadczamy że Karinka lat prawie 6 dołącza  do grona pompiarzy 8-go lipca 2014 roku.










2 komentarze:

  1. Chyba rozpoznaję oddział IV w Prokocimiu czy tak? Nas też czeka decyzja czy stanąć w zapisach po pompę bo Jaś jak na razie na penach

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie to Prokocim :) My decyzję o pompie podjęliśmy w połowie maja i bardzo szybko ją dostaliśmy - w sumie to ponad rok zastanawialiśmy się na tym urządzeniem. Jak na razie jest ok ale nie jestem znowu tak mega zachwycona jak inni - dla Kariny zdecydowanie na okres letni lepszy jest pen.

    OdpowiedzUsuń