poniedziałek, 3 marca 2014

Dziękuje Ci córeczko....

Dziś miałam jakiś taki refleksyjny dzień - mimo tej całej awarii (na szczęście już jest ok) od rana zastanawiałam się jakby teraz wyglądało nasze życie gdyby nie pojawiła się cukrzyca. I w sumie dochodzę do wniosku że tak naprawdę nasz świat nie wywrócił się do góry nogami. W zasadzie to chyba aż tak nic się nie zmieniło - może poza tym że to ja odwożę Karinę do przedszkola i cały czas czuwam przy telefonie gdyby coś, to że każdy posiłek dla niej dokładnie wyliczamy i staramy się by jadła co 3 godziny, to że w nocy wstajemy dwa razy by zmierzyć cukier, to że musimy kłóć jej biedne paluszki by pobrać kropelkę krwi i to że co dzień 4 razy podajemy jej podskórnie insulinę bardzo cienką igiełką ale jednak igiełką.
Patrzą z boku jednak są to spore zmiany i wiem że moje dziecko z wiekiem będzie musiało samo sobie z tym wszystkim radzić. Póki co my jesteśmy przy niej i o wszystkim myślimy - choć Karina jest naprawdę bardzo odpowiedzialnym dzieckiem i nawet gdy w przedszkolu są urodziny innego dziecka i wszyscy jedzą cukierki ona chowa je do teczki i informuje że zje w domu jak mama jej to wyliczy.
Cały czas wierzę że nim wkroczy w dorosłe życie pojawią się leki, które pozwolą na zawsze pożegnać się z nakłuwaczami, penami, insuliną , igłami itd. Pozwolą żyć jednak tak bardziej normalnie, bez wiecznej kontroli.
Zaraz po tym jak dowiedzieliśmy się o chorobie Karinki bardzo często zadawałam sobie pytanie czemu to spotkało właśnie moje dziecko. Dziecko radosne, cieszące się życiem, wiecznie zadowolone. Czym zawiniło że zostało obarczone czymś takim jak cukrzyca. W sumie to wciąż zadaje sobie takie pytanie jednak pewnie z biegiem czasu pojmę że tak po prostu miało być.
Najbardziej boli mnie wtedy gdy Karina pyta czemu to ona jest chora właśnie na taką chorobę. Wtedy łzy napływają mi do oczu i czuje się taka bezsilna bo nie mogę pomóc mojemu dziecku a ona mówi że w sumie to nie jest tak źle bo inne dzieci są bardziej chore - nie mają nóżek, nie umieją  mówić, jeżdżą na wózkach. Jest w niej tyle optymizmu i takiego radosnego podejścia do życia że to dzięki niej - dzięki mojej małej córeczce - zrozumiałam że cukrzyca to nie okropna i straszna choroba - to dolegliwość z którą trzeba nauczyć się żyć i pokazać innym że jest się takim samym człowiekiem jak przed diagnozą.

Dziękuje Ci córeczko że Ty mi to pokazałaś - jesteś całym moim światem i kocham Cię nad życie.
Twoja mama


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz