środa, 12 lutego 2014

Do przedszkola wrócić pora :)

I nadszedł w końcu dzień kiedy Karinka miała wrócić do przedszkola. Miała przez te kilka godzin być zdala ode mnie. Postanowiliśmy że na początek będą to tylko 2-3 godziny dziennie. Karinka śniadanie jadła w domu. Ok 9-ej jechała do przedszkola i była tam do 11:30 tak by na kolejny posiłek być już w domu. Na początku było to dość kłopotliwe z prostej przyczyny - braku drugiego środka transportu. Mężuś zabierał auto do pracy a my byliśmy zależni od teściów. Ale ile można tak się narzucać (osobiście tego nie lubię zwłaszcza że teściowie nie mieszkają z nami i musieli specjalnie przyjeżdżać). Na szczęście od czego ma się kochającego męża :) W przeciągu miesiąca zaopatrzył mnie w "małego M" :) lepszy "mały M" niż nic :)
Teraz nareszcie Karinka mogła zagościć w przedszkolu trochę dłużej - a nawet gdyby coś było nie tak jak zawsze czuwałam pod telefonem i w 3 min mogłam być u niej.
Gdy na początku była tylko 2 godziny nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Ale w końcu miała iść na 5 godzin i jeść posiłek w przedszkolu !! To było nie lada wyzwanie. Oczywiście Panie zostały wcześniej poinformowane o wszystkim - nawet zakupiłam im specjalne książki żeby choć trochę oczytały się w temacie ;) chyba ja miałam większego stracha niż one - w kółko powtarzały żebym się nie martwiła że dadzą sobie radę a w razie czego będą dzwonić.
Nadszedł ten dzień kiedy to ja miałam zawieść Karinę - wstałam już o 6-ej żeby wszystko przygotować - Panie z przedszkola przekazały mi jadłospis na cały tydzień tak bym mogła im napisać co Karinka może jeść i w jakich ilościach - wydrukowałam listę kilka razy tak na wszelki wypadek gdyby im się zgubiła ;)  Karinka wstała, ubrała się, umyła zęby, zmierzył cukier, dostała insulinę, zjadła śniadanie, ubraliśmy się i podjechaliśmy pod przedszkole. Oczywiście Hubcio jak zawsze był z nami:) Odprowadziliśmy ją na salę i po raz setny poinformowałam Panią co i jak w razie gdyby coś się działo. Uspokoiła mnie że wszystko będzie w porządku zwłaszcza że Karinka już od miesiąca chodzi do przedszkola i wszystko jest ok. No ale to był wyjątkowy dzień - sam fakt że przed obiadem będzie musiała zmierzyć sobie cukier i na pewno każde z dzieci będzie chciało wiedzieć a po co to tak itp.
Karina ma tam dobraną insulinę że przy pierwszym śniadaniu dostaję krótko i długodziałającą by przy drugim śniadaniu (dla niej obiad w przedszkolu) nie musieć się kłóć. Wystarczy tylko zbadać cukier i w razie czego zrobić korektę na posiłek (oczywiście tą korektę mogę zrobić tylko ja lub mąż - niestety Panie w przedszkolu nie są do tego uprawnione - tak więc w razie takiej sytuacji trzeba migiem stawić się na miejscu - jak na razie nie mieliśmy jeszcze takiej potrzeby bo cukry Karinki spisują się super).
Wróciłam do domu i nie mogłam sobie miejsca znaleźć - wyszliśmy z Hubertem na spacer, zrobiłam obiad, posprzątałam cały czas zerkając na zegarek i sprawdzając telefon. Gdy minęła 12-ta było już po obiedzie - telefon nie dzwonił to znak że z Kariną wszystko dobrze.
Miała być tego dnia do 14-ej ale ja już po 13-ej musiałam po nią jechać - taka byłam zestresowana.
Na wejściu przywitała mnie słowami "mamo czemu tak wcześnie jesteś? ja jeszcze nie skończyłam się bawić" - więc postanowiłam poczekać do 14-ej - przy okazji porozmawiałam z Panią o tym jak miął dzień, jak dzieci reagowały na mierzenie cukru itd.
Po powrocie do domu wypytałam Karine o wszystko - oczywiście ona ze swoim stoickim spokojem odpowiadała że było super i jutro też idzie na tak długo :)
Teraz czekała nas tzn Karinke drugi obiad i opowiadanie tacie gdy wróci z pracy jak miął nam dzień :)
Kolejny i kolejny i kolejny dzień był taki sam :) Do tej pory wszystko odnośnie przedszkola układa się super. Panie przedszkolanki nad wszystkim czuwają i gdy widzą tylko że Karinka jest jakby spokojniejsza pytają czy dobrze się czuje , czy nie jest jej słabo i że może lepiej niech skontroluje cukier (co czasami kończy się słowami "czuje się bardzo dobrze tylko odpoczywam - nie będę pasków marnować ;)".

W baaaardzo dużym skrócie opowiedziałam Wam nasze kilka miesięcy i najważniejsze wydarzenia odkąd jest znami cukrzyca.
Teraz postaram się na bieżąco relacjonować nasze dni - opowiadać o różnych sytuacjach - czasem dobrych , czasem złych, dzielić się z Wami nowinkami w tym temacie, wspierać osoby które też należą do "słodziaków".

Jutro odpuszczamy sobie przedszkole i zabieramy się za pakowanie bo w piątek rano uderzamy do Białki Tatrzańskiej grzać pupki w gorących źródłach. Oczywiście zdamy relacje :)
Dobrej Nocki Kochani :)
A to właśnie my - mama i córeczka :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz